Jakie są problemy w transporcie międzynarodowym?

Dołączenie przez Polskę do UE dało olbrzymi impuls dla rozwoju rodzimych firm z branży logistycznej. Do wielkich światowych graczy zaczęli dołączać ci polscy przewoźnicy, dla których rynek krajowy był już zbyt ciasny oraz byli  świadomi możliwości własnej przewagi w transporcie międzynarodowym. Oprócz podnoszonych na forum Parlamentu Europejskiego niższych kosztów pracy warto zauważyć również baczne obserwowanie posunięć gigantów w rodzaju DHL, Raben czy UPS i wyciąganie wniosków z ich błędów. Dochodzi do tego także ambicja i większa elastyczność polskich firm, często nie skrępowanych jeszcze korporacyjnym bezwładem.

Nie tylko niższe koszty pracy

Dyrektywa UE dotycząca delegowania pracowników w sposób niemal całkowity likwiduje podnoszoną przez zagranicznych przewoźników przewagę Polski w transporcie międzynarodowym, którymi były w ich mniemaniu niższe średnie wynagrodzenia w naszym kraju pozwalające proponować lepszą cenę usługi polskim przedsiębiorstwom logistycznym. Oczywiście cena zawsze jest kluczowa w każdym rodzaju biznesu, jednak nasi europejscy konkurenci nie zwracają uwagi na dynamikę zmian polskiego sektora logistycznego, szybszy proces decyzyjny oraz coraz bardziej specjalistyczną penetrację rynku UE, która cechuje nasze rodzime przedsiębiorstwa. Do tego dochodzi stale rosnąca sieć autostrad i dróg szybkiego ruchu oraz rozwijające się szczególnie w Specjalnych Strefach Ekonomicznych zaplecze magazynowe niezbędne dla branży przewozowej i transportu międzynarodowego.

Bariera językowa

Największą bolączką polskiego transportu międzynarodowego jest ciągle bariera językowa. Znający oprócz angielskiego jeszcze język francuski, to wyjątek wśród polskich kierowców na co wpływ ma system edukacji oraz brak szkoleń w tym zakresie, których koszty ponosić by musiał pracodawca. Jest to zrozumiałe ze względu dużą fluktuację zatrudnienia w firmach, co wynika bezpośrednio ze zbyt małej liczby kierowców w Polsce. Obecnie branża logistyczna mówi o braku około 50 tyś. kierowców ciężarówek i to nie tylko w transporcie międzynarodowym, a za 10 lat może ich brakować nawet 100 tyś. Jest to efekt likwidacji szkół zawodowych i braku pomysłu na połączenie systemu edukacji z realnym rynkiem. O ile wyższe uczelnie techniczne większą uwagę kierują na kształcenie inżynierów potrzebnych firmom produkcyjnym, to niestety niższy szczebel edukacji popadł w niejaki bezwład. Nowe propozycje rządu wydają się wychodzić naprzeciw potrzebom transportu międzynarodowego, jednak efekty tego być może zobaczymy za jakiś czas.

Zmienne koszty

To problem dotykający wszystkich firm działających w branży transportu międzynarodowego. Różnice w cenach paliw w poszczególnych krajach EU, koszty pracownicze, winiety, opłaty oraz serwis sprzętu są stałą zmorą każdego przedsiębiorcy logistycznego. Same terminy płatności czy specyficzny charakter pracy w niektórych krajach wspólnoty nie bywają tak problematyczne, jak koszty usług serwisowych czy wahanie cen powodujące, że niektóre transporty już na starcie wykazują duży spadek rentowności. Do tego dochodzi również zwrot podatku VAT będący zmorą w większości firm logistycznych. Konieczność zaplanowania trasy z wyprzedzeniem sprawia, że czasem nie jest się w stanie dokładnie policzyć zysku, gdy tymczasem ani US ani ZUS, nie mówiąc już o leasingodawcy, nie mają zamiaru czekać.

Artykuł powstał we wsparciu firmy Rhenus Logistics.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Identyfikator *
E-mail *
Witryna internetowa